Ludzie...
Czy można robiąc niewiele dla innych, zrobić wiele dla siebie?
Taką możliwość daje mi opieka nad ciężko chorym. Co mi daje?
Więcej niż można oczekiwać- uśmiech na powitanie, uścisk dłoni,
stęsknione oczekiwanie na moje przybycie, wdzięczność wyrażoną każdym
gestem, ciepłe słowa, zapewnienie o modlitwie, ale przede wszystkim
świadectwo życia- pełnego cierpienia, zmagania się z bólem, jednak
bogatego w wiedzę, której ja nie posiadam. Choroba uczy chorego heroizmu
walki o siebie, a mnie- wolontariusza, pokory i radości dawania. Co
daję? Siebie swój czas, cierpliwość, chętne do pracy ręce.
Co robię? Zmywam naczynia, sprzątam, odkurzam, robię zakupy,
rozmawiam, słucham, czeszę, myję, podaję posiłki, robię to wszystko, co
w danej chwili jest potrzebne, czego oczekuje chory. Prozaiczne nie
skomplikowane czynności, po prostu służba. Nie wymaga to wiele wysiłku,
a daje tyle radości, bo mogę komuś pomóc, ulżyć w cierpieniu i mogę
zobaczyć w czyiś oczach wdzięczność. Chory – mój podopieczny- staje się
dla mnie kimś bardzo bliskim, ważnym i drogim, dlatego kiedy odchodzi,
pozostaje ogromny żal, tęsknota. Zostaje również coś bezcennego –
świadomość ogromnego daru, jakim było przebywanie z Nim, wdzięczność za
kolejną lekcje życia i człowieczeństwa.
Ewelina